niedziela, 24 stycznia 2016

#1 Wojna i pokój

Stacja BBC wypuściła niedawno kolejny serial, na który miałam wielką ochotę, ale jednocześnie bardzo się bałam. Tak już jest, kiedy najpierw pokocha się książkę, a później ostrożnie podchodzimy do ekranizacji. 

Może zacznę od tego, że moje pierwsze spotkanie z Wojną i pokojem to oglądany w bardzo wczesnych dzieciństwie film z Audrey Hepburn, którego kompletnie nie pamiętam poza sceną z balu. A tę również jak przez mgłę. O co chodziło, kim byli bohaterowie - zupełnie nie pamiętałam. 

Jako nastolatka, która w swoim pokoju miała półkę z dziełem Tołstoja, miałam kilka podejść do lektury, ale przydługie dialogi toczone po francusku zupełnie mnie zniechęcały, a wokół były również inne książki, więc nigdy nie przebrnęłam przez pierwsze strony. A szkoda, wielka szkoda.


Po książkę sięgnęłam jakiś czas temu. Do nowego domu przeprowadziłam się z książką Tołstoja, więc dojrzałam do niej i zaczęłam czytać z wielkim postanowieniem dokończenia jej. I nie tylko się udało, ale zachwyciłam się kompletnie. 

Czytając Tołstoja naprawdę ma się uczucie, że obcuje się z arcydziełem. Język, styl, mnogość postaci z krwi i kości, geniusz Kutuzowa, książę Mikołaj, który porwał moje serce od razu (książę Andrzej trochę później) - wszystko to było wspaniałe! Nie chłonęłam tej książki, ale smakowałam, rozkoszując się z zachwytem. 

Po książce nie miałam ochoty oglądać żadnej ekranizacji, bo bałam się rozczarować nią, bałam się zderzenia moich wyobrażeń z postaciami z ekranu, ale nadszedł czas, że dowiedziałam się o serialu stacji BBC i postanowiłam spróbować. 

Serial oglądam z mężem, jesteśmy po dwóch odcinkach. Mąż jest na razie nieco zagubiony wśród postaci i ich rysu charakterów (nigdy książki nie czytał, nie zna fabuły w ogóle) - był zaskoczony postacią Pierre'a, który na początku wydał mu się bardzo inteligentny, a później głupio wmanewrowany w małżeństwo z Heleną. Trochę mu wytłumaczyłam, jak to było w książce, tłumaczyłam mu relacje Heleny i Anatola (cóż, w serialu pokazane dość dosadnie). Zwróciłam również uwagę na to, ile tak naprawdę lat miała Natasza (która póki co nie jest wysunięta na pierwszy plan). Tak, przy pierwszych odcinkach dużo musiałam tłumaczyć, podejrzewam, że tak byłoby przy jakiejkolwiek ekranizacji, więc nie chcę wypowiadać się na temat jednoznacznie negatywnie. Jedyne, czego mi najbardziej brakowało to brak pokazania prawdziwej przyjaźni między księciem Andrzejem a hrabią Bezuchowem - ten wątek przecież będzie miał znaczenie również później. 

Aktorzy? Postać Pierre'a jest naprawdę zbudowana dobrze, tak właśnie go sobie wyobrażałam - jest uroczy w swej nieporadności, przekonujący w swych wywodach (chociaż w serialu mało jest tych momentów, w których Bezuchow przedstawia swoje stanowisko), jego wygląd też jest idealny wręcz. 

Niestety nie mogę tego powiedzieć o księciu Andrzeju - w książce to postać, w której można się zakochać: dumny, honorowy, przyjacielski, kochający swoją rodzinę, jego wybory są uargumentowane, niestety w serialu to postać miałka i nieciekawa. Pozwolę sobie niestety zwrócić uwagę, że to chyba nie wina scenariusza, ale gry aktorskiej Jamesa Nortona, która kompletnie nie przypadła mi do gustu. 



Nataszę gra urocza Lily James, której styl słodkiej, naiwnej dziewczyny idealnie oddaje charakter młodziutkiej Rostowny, jestem ciekawa, co będzie później. 



Bardzo podoba mi się jak Tuppence Middleton gra Helenę Kuragin - jest piękna, wyniosła, fałszywa w idealnych proporcjach. Zresztą Anatola również całkiem dobrze gra Callum Turner - może nie jest tak piękny, jak go sobie wyobrażałam, ale od początku można było podejrzewać go o łobuzerski i uwodzicielski charakter. 



Poza tym w serialu jest naprawdę cudna muzyka nawiązująca do tradycji Rosji. Jestem również zachwycona zdjęciami - przepięknie oddają piękno wnętrz, bogactwo, ale również urok przyrody (scena w której książę Andrzej dostrzega piękno nieba, a po jego twarzy chodzą mrówki jest naprawdę piękna). Jednocześnie brakuje mi brzydoty pola walki i w ogóle scen batalistycznych. W książce temat wojny był jednak bardziej rozbudowany, tutaj mamy zaledwie kilka scen, sama bitwa to nawet nie minuta, więc nie odczuwamy wagi wojny samej w sobie. Rozumiem, że nie ma zbyt wielu fanów taktycznych rozmów związanych z planowaniem bitwy, ale bez nich przebieg wojny staje się nieczytelny i sprawia wrażenie tylko tła dla romansów i konwenansów, bo to na nich skupia się scenariusz, dlatego mój mąż jest tak rozczarowany i cieszy się jak dziecko z kilkusekundowego widoku armaty na polu bitwy. 

Cóż, będziemy oglądać dalej z pewnością, szczególnie jestem ciekawa wątku Pierre'a, czy rozwiną jego chęć zmiany, czy ukazany zostanie motyw z Lożą Masońską... Czekam.